O tym jak postanowiłem pojechać sam z Cleveland nad Niagarę po stronie kanadyjskiej, o tym jak zostałem oszukany przez ciemnoskórego obywatela stanów zjednoczonych oraz o tym jak wyznawcy islamu porysowali mi auto i co ja na to. W sumie o tym ostatnim będzie w następnym wpisie o stanach.
Kategoria: Z życia wzięte
Sorry, nie chcę nikogo obrażać, ale ostatnio bardzo często widuję tzw. nową generację mężczyzn i za każym razem nie wierzę w to co widzę! Widzę wypindrzonych, wychudzonych typów w spodniach rurkach, slim koszulkach wyciętych w serek, z lnianą torbą na zakupy przewieszoną przez ramię i bransoletkach na łapach. Co to ma kurwa być? Gdzie ci mężczyźni?
W moim liceum pracował kiedyś nauczyciel wychowania fizycznego, którego nazwiemy Panem B. Był to sympatyczny facet, blisko emerytury. Lubił uczniów, a zwłaszcza uczennice, chętnie dzielił się z nimi wiedzą oraz odpowiednio motywował. Oto sztuka motywacji według Pana B.
Kiedyś ciężar wychowania spoczywał głównie na matkach. Ojciec był żywicielem rodziny, często jako jedyny pracował, a matka zajmowała się dziećmi. Zaprowadzała do szkoły, odbierała, pomagała odrabiać lekcję, spakować się, umyć, karmiła, sprzątała i robiła wszystko dla dobra dziecka i rodziny. Ojciec natomiast po pracy zajmował się odpoczywaniem, ponieważ uważał, że skoro przynosi do domu pieniądze i zapewnia rodzinie materialny byt, to powinien zostać nakarmiony i zostawiony w spokoju – najczęściej przed telewizorem.
Jesteś młodym, silnym poszukiwaczem złota, pełnym zapału i ambicji. Podczas jednej z wędrówek natrafiasz na opuszczoną kopalnię. Nie przejmujesz się, że tu i ówdzie widać ślady węgla i w kącie leży napis kopalnia węgla. Jesteś pewien, że znajdziesz tutaj złoto i zaczynasz kopać.
Pracowałem z domu, więc mogłem sobie spokojnie zamówić kuriera na ówczesny adres zamieszkania, zrobić obiad i cały dzień spędzić w bieliźnie. Coś poszło jednak nie tak. Patelnia i kurier.
Każdy, kto pracował lub pracuje w korporacji (korposzczur lub korposzczurzyca?) na bank zetknął się z…
Zanim znalazłem się na lotnisku, żeby rozpocząć podróż, trochę poczytałem, no wiecie w ramach przygotowania do wyjazdu. Czego nie doczytałem w internecie, to doczytałem w mailach od kolegów z filipin. Największą obawę we mnie wywołał tanim bala, czyli przekręt polegający na podrzucaniu turystom nabojów i to przez obsługę lotniska. This is real shit, sic! but real!