Prawdopodobnie nigdy nie słyszałeś o Adrianie Dohertym, jednak mówią, że gdybyś choć raz zobaczył jak gra, to nigdy byś tego nie zapomniał. Grał w jednej drużynie z Paulem Scholesem i Ryan Giggsem. Ten drugi przyznaje, że Adrian był niewiarygodny, że potrafił z piłką zrobić wszystko, że czuł się jak w Matrixie patrząc na jego ruchy. Dlaczego nikt o nim nie słyszał? Jego kariera została brutalnie przerwana, lecz nie przez narkotyki czy alkohol jak to we współczesnym świecie futbolu bywa, lecz przez absurdalny wręcz pech i kontuzję.
Wiele piłkarskich talentów zmarnowało albo marnuje się przez alkohol, narkotyki lub nieodpowiednie zachowania pozaboiskowe. Przykładów nie trzeba daleko szukać, George Best, Ronaldinho (tak Ronaldinho), Ravel Morrison, Kevin Prince Boateng czy Mario Balotelli. Adrian Doherty, czyli „Doc” jak go nazywali znajomi, urodził się i wychowywał w Irlandii Północnej, gdzie grał w jednym z lokalnych klubów. Od najmłodszych lat wybijał się na tle rówieśników, a jego talent nie umknął uwadze Sir Alexa Fergusona, który ściągnął go do Manchesteru United.

Mówiono o nim – nowy George Best, ale z piątym beatlesem łączyły go tylko dwie rzeczy – umiejętności i pochodzenie. Adriana nie interesowały piękne modelki, szybkie samochody czy markowe ciuchy. Nie przesiadywał w barach i stronił od używek. Na treningi przychodził w za dużym swetrze z lumpeksu, a przez ramię miał przewieszoną gitarę, na której czasem było słychać jak brzdąka. Bardziej niż piłka interesowały go poezja, muzyka i książki. Był wielkim fanem Boba Dylana i grał w lokalnej kapeli. Nie śledził piłkarskich wydarzeń, pewnie nawet nie interesowała go tabela drużyny, a jedynie kolejny mecz. Zdaniem jego kolegów, charakterystyczne dla Adriana było to, że za każdym razem po otrzymaniu od klubu darmowych biletów na mecz seniorskiej drużyny, Adrian oddalał się od Old Trafford i rozdawał je innym. Wymowny jest też fakt, że za pierwszy bonus ponoć kupił sobie maszynę do pisania, na której pisał swoją pierwszą powieść. Dla porównania inni przeznaczali te pieniądze na pierwsze auta czy luksusowy zegarek.
Ryan Giggs wspomina:
– Kiedy widziałeś go w szatni, w tym swoim hipisowskim stylu z gitarą, myślałeś sobie, że ten chłopak nie potrafi grać, ale kiedy wychodził na boisko miał w sobie tyle odwagi, szybkości i sprytu, że wszyscy patrzeli z podziwem.
Adrian Doherty miał być TYM PIERWSZYM, który zapoczątkuje nową erę Manchesteru United, erę zawodników znanych później jako the class of 92’. Z kolei Tony Park, autor książki „Sons of United”, książki o młodzieżówkach United tak podsumował Doherty’ego:
– Najbardziej zaskoczyło mnie, że Gary Neville zaszedł tak daleko. Bo z tamtego rocznika, pewniaków do wielkiej kariery mieliśmy trzech: Giggs, Scholes, Doherty. Giggs miał świetną lewą nogę i szybkość. Scholes był obunożny, sprytny, choć brakowało mu dynamiki. Doherty? Doherty miał wszystko.
Tony Park mówi również, że był połączeniem Cristiano Ronaldo, Andreia Kanchelskisa, Paula Scholesa i Ryana Giggsa. Potrzeba lepszej rekomendacji?

Matt Bradley, skaut i trener z Irlandii Północnej, który go odkrył, opisywał go jako talent najbliższy George’owi Bestowi, jaki kiedykolwiek widział. Dodatkowo na swoim blogu ma sekcję poświęconą Adrianowi i wspomina tam, że to największy młodzieżowy talent z jakim miał do czynienia w Irlandii przez 30 lat swojej pracy. Dohertym interesowali się m.in. skauci Arsenalu czy Nottingham Forest, ale Alex Ferguson dostrzegł jego talent w 15 minut i zamierzał dać mu szansę debiutu jeszcze przed Giggsem. Czego chcieć więcej, będąc młodym piłkarzem? Szesnastolatek został włączony do kadry pierwszego zespołu, gdzie przygotowywał się na swój debiut. Jednak to mecz przeciwko rezerwom zespołu Carlisle United zmienił jego życia na zawsze. Adrian Doherty podczas meczu 23 lutego 1991 r. zerwał więzadła. Wtedy była to kontuzja jeszcze gorsza niż obecnie ze względu na mniej zaawansowaną medycynę. Adrian wrócił na krótko, ale kontuzja się odnowiła i po roku nie było już w nim ani szybkości, ani błyskotliwości, ani przebojowości. Nie było śladu po nastoletnim geniuszu. Kontuzja zabiła jego karierę.
Adrian nigdy nie traktował piłki jako jedynego wyjścia w życiu. Kiedy Alex Ferguson zaproponował mu 5-letni kontrakt, który ponoć był niezwykle atrakcyjny jak na
16-letniego zawodnika, Adrian odpowiedział mu, że wystarczy mu rok, bo jeszcze nie wie, czy chce zostać profesjonalnym piłkarzem, a ma jeszcze inne zainteresowania. Skończyło się na 3-letnim kontrakcie. Adrian Doherty miał jeszcze inne pasje, kochał pisać i grać na gitarze, więc zamiast użalać się nad sobą po kontuzji, zatrudnił się w fabryce czekolady w Preston i prowadził spokojne życie. Kiedy jednak stracił pracę, przeniósł się do Holandii
i podjął pracę w fabryce mebli. Zginął w 2000 r. Spiesząc się do pracy, wpadł do kanału – panicznie bał się wody i nie potrafił pływać. Wyciągnięto go stamtąd nieprzytomnego. Spędził w śpiączce miesiąc, po czym zmarł w wieku 27 lat, dzień przed swoimi urodzinami. W tamtym roku jego rówieśnicy świętowali trzecie z rzędu mistrzostwo Anglii.

Przypadek Adriana pokazuje jak niesprawiedliwe bywa życie i futbol oraz jak wielką rolę odgrywa szczęście w karierze młodego piłkarza. Ronaldinho, który był genialnym piłkarzem, a który uciekł z Manchesteru tuż przed podpisaniem kontraktu nie prowadził się dobrze, imprezował do rana, nie stronił od uciech, olewał treningi, a potem pojawiał się w dniu meczu i czarował. To samo dotyczyło Mario Balottelliego, którego gwiazda ponownie zaczyna świecić w Nicei. George Best, alkoholik i niepoprawny kobieciarz został legendą Manchesteru i angielskiej piłki. Adrian, skromny chłopak o wielu zainteresowaniach i wielu talentach nie żyje, a jego drogę do wielkiej piłki zakończył pech. Dziś to on mógłby być legendą Manchesteru United na równi z Giggsem, Bestem, Cantoną, Scholesem. Miał na to papiery, lecz nie miał tyle szczęścia.
Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz